sobota, 28 września 2013

osiemdziesiąt cztery

zauważyłam że mało tu pisałam, i trochę tego żałuję. nie jestem w stanie nadrobić zaległości, ani opisać tego co się działo przez ten okres u mnie. niestety, tego nie cofnę. zdecydowałam jednak, że nie zostawię bloga. ten blog to swoisty pamiętnik. ostoja, do której wpadam nieraz, żeby się wyżalić, zostawić tu to, czego nie mogę wyzbyć się z mojej głowy ot tak. myślałam o usunięciu niektórych postów, dotyczących odległych rozdziałów w moim życiu.. ale tylko myślałam. usunięcie tego, to jak wyzbycie się samej siebie. co było - nie zmienię, ale zawsze mogę zmieniać to co jest, i to co nastąpi. żałuję tego, że nie pisałam tu o Tobie za często. chciałabym opisać tu każdą chwilę, która spędzona z Tobą jest dla mnie czymś niezwykłym. nie jestem w stanie wszystkiego spamiętać na tyle, aby to opisać szczegółowo. mam ochotę przytulić się do Ciebie, objąć rękoma i przygryźć Twoje ucho.

piątek, 27 września 2013

osiemdziesiąt trzy

znowu długo mnie nie było. ale do tego to już się można przyzwyczaić. jest wrzesień, szkolna jesienna monotonia. tak bardzo chciałabym wrócić do beztroskiej końcówki czerwca, słonecznego lipca i sierpnia.. wakacje bardzo nas do siebie zbliżyły. wcześniej nie sądziłam, że będę widywać Twoją uśmiechniętą twarz kilka razy dziennie. przyzwyczaiłam się do codziennych śniadań w papierze w motylki, misiów lubisiów do porannej kawy, plażowania na pożyczonym kocu, kombinowania na potęgę w każdej trudnej sytuacji, skakania na trampolinie, biegania w letnim deszczu, jedzenia coraz to lepszych wynalazków, aż w końcu Twojej obecności gdy się budzę i zasypiam... przyzwyczaiłam się do Ciebie, na tyle, że dziwnie mi się teraz funkcjonuje, ciężko jest mi się przestawić. na widywanie raz na tydzień.. jest mi cholernie dziwnie. pusto i tęskno, ot co. moje uczucia są stabilne, dokładnie od listopada roku ubiegłego. jesteś moją stabilizacją, lepszym jutrem.