środa, 7 grudnia 2011

sześćdziesiąt pięć

jestem jakaś zmęczona. wszystkim. przestało mnie już cokolwiek cieszyć. jestem obojętna, aż nad wyraz. mam nadzieje, że przejdzie mi to, jak najszybciej. obojętność to ciężka choroba.
a jeżeli chodzi o teraźniejsze wydarzenia, nie ogarniam. wszystko dzieje się za szybko, i już sama nie wiem czego chcę. przydałoby się uciec od wszystkich chociaż na tydzień. potrzebna mi jest odskocznia, bo tysiące myśli mnie męczy. szczególnie w nocy. chociaż noc to dobra pora na rozmyślanie. potrzebuję czasu, bardzo bardzo. co się ze mną dziejeee..? :C



Black and Yellow

sobota, 19 listopada 2011

sześćdziesiąt cztery

wczoraj chwila załamania. znowu uległam. doszłam do wniosku, że ja się wyleczę, za jakiś czas. w końcu mi przejdzie. znajdę sobie jakieś zajęcie. chcesz być moim przyjacielem? na tę chwilę - rezygnuję. muszę sobie wszystko poukładać, i nie potrzebuję żebyś stał i na to wszystko patrzył. miło jest słuchać czy czytać twoje myśli, rozmawiać z Tobą bez obaw, ale to nie na moją psychikę. wszystko mnie uwiera. znowu mam dziwne sny.. z jednej strony chciałabym Cię odzyskać, a z drugiej strony wiem, że się nie zmieniłeś, nigdy nie zmienisz i zawsze będziesz taki, jaki jesteś. to koniec, po prostu.


♪ : Onar - ja bym oszalał

środa, 9 listopada 2011

sześćdziesiąt trzy

sam powiedziałeś, jestem najlepszą, najważniejszą osobą w twoim życiu, do której masz sentyment, i mnóstwo wspomnień, i nadal chcesz ją całować. powiedziałeś, że jest Ci przykro, nie rozumiesz swoich decyzji, czasem żałujesz.. i że sobie nie radzisz. skoro Ty tak myślisz, to pomyśl chociaż przez chwilę co ja myślę i czuję.


serce bije coraz mocniej, i mocniej. brak mi słów, i powietrza brak.. zniknij, proszę.

sobota, 5 listopada 2011

sześćdziesiąt dwa

ogarniam w miarę. jak dobrze, że wieczorem już nie będę ogarniać. już coraz częściej się gubię w otchłani życia. trzeba sobie radzić. tylko jest jeden mały problem. średnio mi to wychodzi. kiedy już wydaje mi się, że poukładałam sobie wszystko.. znowu pojawiasz się ty i wszystko rozpierdalasz. więc nasuwa się pytanie, po co znowu wszystko uporządkowywać, skoro i tak to zniszczysz? zaczynam znajdować ukojenie w alkoholu i papierosach. jak widać prawdą jest, że single trochę więcej piją i palą. nadchodzi czas, żeby wyzbyć się wszystkiego i otworzyć się na lepszy świat. w którym nie ma Ciebie. nierealne, co?

środa, 2 listopada 2011

sześćdziesiąt jeden


' Dajemy sobie buzi chodź nie wiemy co to znaczy
Rodzi się uczucie, coś jakby połknąłem haczyk
Dziś rozumiem co to było, to znowu sie zdarzyło
Piętnaście lat później to się nazywa ... (ciii) '

sobota, 29 października 2011

sześćdziesiąt


mam znowu ochotę porozmawiać z moją przyjaciółką, butelką wina. może chcę zwrócić na siebie uwagę..? pomaga mi to wszystko przetrwać. bo gdyby nie odreagowanie, boję się, że zamknęłabym się w sobie i mocno pierdolnęłabym drzwiami. zmiany są w życiu potrzebne.

poniedziałek, 24 października 2011

pięćdziesiąt dziewięć

zniknęło wszystko, wspomnienia, emocje, szacunek i ta więź, którą tworzyliśmy oboje przez ten rok. wszyscy są pewni, że już dawno powinnam pozbyć się Ciebie ze swojego życia.jestem słaba. nie umiem ot tak wyrzucić z pamięci tych miłych chwil spędzonych w twoim towarzystwie. moje serce, choć reszki z niego pozostały, nie umie się postawić. Twoje spojrzenia, kiedy się mijamy nie są już takie same, wręcz przeciwnie, są dziwnie puste i osamotnione. i dobrze.

sobota, 22 października 2011

pięćdziesiąt osiem

coś ubyło z mojego życia. rozpoczyna się zupełnie nowy rozdział. zawiodłam się, strasznie. rozczarowanie i rozpacz w tym momencie nie zna granic. jednak czego można się spodziewać po epidemii niedorozwoju emocjonalnego, braku empatii i wszechobecnej znieczulicy? mam dosyć obłudy i kłamstwa. sztucznych spojrzeń i zapewnień, że będzie dobrze. bo wiem, że nie będzie. nie wierzę, że to dzieje się na prawdę, w dodatku po raz kolejny. 


O. S. T. R. - Miłości nie ma dziś

poniedziałek, 17 października 2011

pięćdziesiąt siedem

mam dosyć. nieszczęśliwej miłości. zdrady. olewania. łez. ścisku w gardle. spuchniętych powiek. " roweru " . poczucia odrzucenia. spadku własnej wartości. niepewności. rozpaczy. strachu. lęku przed najgorszym. i wreszcie, chęci zrobienia sobie krzywdy. po prostu wypierdalam stąd, jak najdalej, najlepiej w inny, lepszy świat. inny wymiar? tam, gdzie Ciebie nie będzie. powtórzę jeszcze raz. mam dosyć negatywnych emocji i ogółem wszystkiego. a w sumie wiesz co, to Ty wypierdalaj. niszczysz mnie.

wtorek, 11 października 2011

pięćdziesiąt pięć



ciekawość, niepewność, rozłąka, rozpacz, cierpienie, troska, lęk, ból, cierpienie.. to właśnie teraz mnie dotyczy.
a Ciebie? jak zwykle ta pieprzona obojętność.

poniedziałek, 10 października 2011

pięćdziesiąt cztery

czuje się pożarta przez problemy. to wszystko przeradza się w depresję. serce boli jak skurwysyn i prosi, żeby go więcej nie ranić. a mózg? chce postąpić właściwie, skończyć z tym wszystkim, ale coś go hamuje. to omotanie. to zaślepienie Tobą. a jeżeli nie można zniszczyć tego.. trzeba zniszczyć mnie. obiecałeś zmiany, nowy początek -już nie pierwszy raz. a ja przejechałam się, też nie pierwszy. dlaczego nie może być dobrze?!
serce.. musisz dalej cierpieć, bo ja.. nie umiem się poddać, i odejść tak po prostu. chyba cierpienie to mój nałóg, a na to nie znam terapii odwykowej.

pięćdziesiąt trzy



słowa " proszę " i " przepraszam " w Twoich ustach stają się codziennością. coraz częściej jesteś pijany. spalasz coraz większe ilości papierosów. a kłamstwo, jak papierosy i alkohol staje się Twoim nałogiem, z którego nie możesz się wyrwać.a ja? ukrywam smutek w sobie, zatajam kłębami dymu nikotynowego.. staje się to moim ukojeniem. jak byłam mała zawsze bałam się cierpienia. teraz doświadczam go, i nie umiem się uwolnić. myślę, że cierpienie także jest moim nałogiem..? przyzwyczaiłeś mnie do kłamstw i oszczerstw. codzienną myślą, która mi towarzyszy staje się refleksja na temat bólu. jest źle. przeraża mnie, że przez Ciebie nie będę w stanie nikomu zaufać na ile Tobie.
jesteś moją miłością, a Twój wpływ największym wrogiem.
nie radzę sobie. brak mi dobrych emocji..

środa, 5 października 2011

pięćdziesiąt dwa




coraz bardziej zamykam się w sobie ze swoimi problemami.


Przyjaciel
21:16:32
niezwłocznie mówię iż to on zmienił się w stosunkuż do Ciebież

wtorek, 4 października 2011

pięćdziesiąt jeden





to wszystko mnie niszczy. ten świat, nie ma już barw. dla mnie życie traci sens. ale jakoś się trzymam.

pięćdziesiąt



po dłuższej przerwie powracam.
nie wiem, czy po prostu jestem tak głupia, aby wierzyć w każde twoje słowo.. czy tak mnie omotałeś? czuję się bezsilna. nie wiem co mam robić, ale każda myśl boli, coraz bardziej boli.. mam tą świadomość, ale nie potrafię się uwolnić. chore, po prostu chore. za bardzo mnie to pożera.


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

czterdzieści dziewięć

wróciłam do domu z wybrzeża. będę tęskniła za tym wszystkim, ludźmi i sytuacjami, które bez względu na wszystko zostanę w mojej pamięci. mimo znacznego braku pogody jestem zadowolona z pobytu nad morzem. treningi w pocie czoła, zajmowanie się końmi. tereny w lasy i pola, nieznane ścieżki i podziwianie zachodów słońca -nigdy mi się nie znudzi. potem praca w sklepie, w mniejszym zaangażowaniu ale zawsze coś. wieczorny obrządek stajenny.. siedzenie w garażu z chłopakami i majstrowanie przy dosłownie wszystkim, od roweru poprzez skutery zwykłe, i te wodne, samochody i inne graty. fajna zabawa i genialne towarzystwo. pełno kłębów dymu, i puszek czy butelek, ale tak już bywa.. w efekcie spanie na kanapach w garażu czy przed domem, i obudzenie się zdziwionym z kim to się spało. wbieganie do domu z atakiem paniki i myślą przewodnią "ja się nie wyrobię!" po telefonie z informacją, że wybywamy. i nocne budzenie siebie nawzajem, bądź drastyczne metody, np. rzucanie kijami czy wchodzenie do domu oknem po drabinie.. z krzykiem "otwórz mi drzwi debilu!", kocham to, ot co. będzie mi brakowało tego.. :)


♪ SumaStyli - Świat nie dla nas

środa, 13 lipca 2011

czterdzieści osiem

Wroclove. Wroclove. Wroclove.

jedna z jej lekcji była o wierności, tej ostatecznej do ostatniej krwi kropli..

czwartek, 30 czerwca 2011

czterdzieści siedem


dopadły mnie czarne moce. a mój kolor włosów z każdym dniem coraz bardziej mnie demotywuje. z czasem wydaje mi się, że gorzej już być nie może. wydaje mi się, że wszystkie te problemy, kumulują się w jakiejś ciemnej chmurze, i ni stąd ni zowąd spadają akurat na mnie, w krytycznym momencie. a z takiego bagna ciężko jest się wyplątać. och, często mam wrażenie, że nie dam rady. jednak zawsze daję radę, i mimo wszystko kroczę przed siebie z uśmiechem. czasem wymuszonym, zależy to od sytuacji, miejsca i osób.

kocham letnie wieczory.

♪: Buka - Tracę tlen


środa, 29 czerwca 2011

czterdzieści sześć


absolutnie wszystko doskwiera. chociaż mówię, że mam wyjebane, wiadomo, że nie mam.

ale w sumie, może to skłoni mnie to do podjęcia jakiejś racjonalnej decyzji.
rzygam tym.

czwartek, 23 czerwca 2011

czterdzieści cztery


" Jest taki żar, co pali serce. Jest taki głód, co czekać nie chce.Jest taka siła, której siły brak. To ja. Jest taka chwila, co trwa wiecznie. Jest szczodrość, co wyciąga ręce. Jest prawda, w której całej prawdy brak. To ty. Jest taki czas, gdy mogę to powiedzieć głośno. Nie zranisz mnie już więcej. Dziś tracisz mnie ostatni raz. Wracam do domu wcześniej. Ten raz ostatni.. "

wtorek, 21 czerwca 2011

poniedziałek, 13 czerwca 2011

czterdzieści dwa


mamy to, czego innym brakuje.. miłość, pokój, wzajemny szacuneknadmiar emocji by wszystko uprościć bo, moje serce jest pełne miłości "

♪: Eldo - Deszcz

czwartek, 9 czerwca 2011

czterdzieści jeden

chyba moje postrzeganie świata znowu się zmienia. ostatnio wszystko widzę w ciemnych, bądź zupełnie mi obojętnych barwach. oczywiście mam na myśli przenośnię, a nie problemy ze wzrokiem, że niby widzę obrazy w szarości. świat i ludzie zrobili mi się obojętni. no może nie wszyscy, ale większość. przejechałam się na ludziach. chyba muszę ochłonąć i nabrać dystansu do wszystkiego. doświadczyłam niemiłego i chciałabym się z tym oswoić. muszę przyzwyczaić się do myśli, że nie każdemu można zaufać, i wierzyć wszystkim na słowo.

♪: Pink - Don't leave me

wtorek, 7 czerwca 2011

czterdzieści

uwielbiam dni spędzone z Tobą. kiedy nie liczy się nic innego niż mój szczery uśmiech.
kocham rozmawiać. jak patrzysz, jak słuchasz, jak starasz się zrozumieć, choć nie zawsze to potrafisz. starania są ważne.

♪: Parias - Bezczelni

czwartek, 2 czerwca 2011

trzydzieści dziewięć

miga mi świat przed oczami.
dzisiaj idąc znów nie odzywaliśmy się pół drogi. a nagle, pociągnąłeś mnie do przodu, mało co nie upadłam, ale chwyciłeś moją dłoń i przyciągnąłeś do siebie. jestem przyzwyczajona do ciągłych zmian Twojego nastroju, zresztą jestem taka sama.
jesteś mi bardziej przyjacielem niż chłopakiem, ale Ci tego nie powiem. 

środa, 1 czerwca 2011

trzydzieści osiem

czekolady nigdy za wiele. szczególnie, gdy się ją uwielbia. ogólnie to jest mi strasznie nudno. rano trochę padało, wręcz lało. a miałam taką fajną wizję dzisiejszego dnia.. w sumie się rozpogadza, ale nadal wieje wiatr. po za tym teraz to już nie będzie to. hm.. za moim oknem widzę niebieskie niebo. czyżby to jakiś znak, czy nadzieja na dobre spożytkowanie dzisiejszego popołudnia? czy to propozycja?

sobota, 28 maja 2011

trzydzieści siedem




' jesteś już mój, jesteś już moja, 
weź się w to wczuj, i nie zapieraj się nogami, zębami, rękoma.. '

trzydzieści sześć

ogólnie to może być. wiadomo, że lubię narzekać. bo kto nie lubi? nic idealne nie jest. od poniedziałku bodajże siedzę w domu, bo mam karę. ale to już przeszło. w dzień matki po lekcjach poszłam do kwiaciarni. widok, który musiałam oglądać jakoś tak cholernie zabolał. a przecież nie powinien. gdybym była dawną sobą miałabym z pewnością wyjebane. więc dlaczego nie miałam? bo radykalnie się zmieniłam od tamtego czasu. w sumie.. każdy się zmienia. ale to nie ważne. przez chwilę zaparło dech w piersi, ale mniejsza o to. siedząc potem darłam chusteczki. ostatnio bardzo odreagowujące zajęcie. potem spacer z psem, i prawie godzinna rozmowa telefoniczna, aż mi się nagrzało ucho. pewnie z 1/12 mózgu mi stopiło. teraz uważam tamto zajście za mało znaczący epizod. co ma być to będzie. niestety.. sentyment na zawsze zostanie. 

sobota, 21 maja 2011

trzydzieści pięć

bezwładność w nogach. co się dzieje do cholery ?! dobrze, że byłeś ze mną.
mam czasem wrażenie, że ten co pociąga mnie w góry za sznurki wybiera mało odpowiedni moment.

środa, 18 maja 2011

trzydzieści cztery




ja, ty, dach wysokiego budynku w samym środku Nowego Jorku. coraz bardziej oddalasz się ku krawędzi, ku przepaści. skaczesz. ja za Tobą i razem lecimy w dół przez te, dla nas długie ułamki sekund. nie robisz nic, po prostu lecisz, tylko spoglądasz na mnie błagalnie. a ja? ja krzyczę jak oszalała, zresztą co się dziwić, skoro spadamy z dwudziestego piętra wieżowca. w końcu, płacząc wykrzykuję, i oznajmiam całemu światu jak bardzo Cię kocham. a Ty? Ty zbliżasz się do mnie, chwytasz wpierw mą dłoń, potem przytulasz mnie do siebie z całej siły, to co, że wciąż lecimy w dół. " nigdy Cię nie opuszczę " i " jak zginiemy to razem " - mówiłeś.

wtorek, 17 maja 2011

trzydzieści trzy


podobno Ci, co zobaczą tęczę mają zagwarantowane szczęście na najbliższy tydzień. 
Ty to zawsze sprzedasz mi jakąś rewelację. ciężko uwierzyć, no ale - uwierzmy.

trzydzieści dwa


nie ma ludzi i wyjść z sytuacji idealnych, jednak zawsze można byłoby coś zmienić.. 
aczkolwiek nie narzekam, bo jeszcze mi ten maj spłata jakiegoś przykrego figla, a tego bym nie chciała.

mówisz, że 'kochasz'.. ♥
P. :)

niedziela, 8 maja 2011

trzydzieści jeden


dobrze, nadzwyczaj dobrze. dobrze to mało powiedziane. mogłabym godzinami leżeć i słuchać muzyki, szczególnie w kłębach dymu, waniliowo-karmelowego :)

trzydzieści


a może by tak kolczyk? tak, zdecydowanie to pomysł do zrealizowania.

dwadzieścia dziewięć

sądzę, że sytuacja, jeżeli chodzi o wszystko.. jest dobra. wiele rzeczy się poprawiło, i aż mam ochotę poskakać sobie z radości. jednak to nie kłamstwo, że wyrzucając zbędne elementy z naszego życia ono się poprawia. po prostu nadszedł czas, aby zrobić ten krok do przodu, a nie nadal bezczynnie stać w miejscu. kiedy już poczyniłam jakieś starania w tym kierunku mogło być tylko lepiej. wreszcie nie czuję tej niepewności, jak to było wcześniej.. jednak te mącenia wiele mi poprzewracały w głowie. aczkolwiek każdy uczy się na błędach. teraz, kiedy ta 'burza' minęła i nikt nie knuje żadnych intryg, aby mi na dobre nie wyszło.. wreszcie czuję się zajebiście :)

poniedziałek, 2 maja 2011

dwadzieścia osiem

zanudzić się idzie w tym domu. nieustanne spoglądanie na ekran telefonu na zmianę z ciągłymi rozmyślaniami na temat ostatniej rozmowy, face to face - zaczynają uderzać mi do głowy. jesteś moją codziennością, ale wolałam tą codzienność z tej lepszej strony, a nie obsesyjnego rozważania. lubię jak zaskakujesz, ale bez przesady. trzeba porzucić przeszłość i przestać się łudzić. żyć chwilą i nie patrzeć na wszystko inne. tylko dylemat, najpierw robić czy myśleć..?


+  ' rehab '   :}

dwadzieścia siedem




.

dwadzieścia sześć

nie mam jakoś myśli refleksyjno-filozoficznych. jak na dzisiaj jest dobrze. ale z tymi przemyśleniami to mnie jeszcze pewnie dopadnie pod sam wieczór, jak zwykle. bo wieczór to chyba najwłaściwszy moment do rozważań na zagadnienia emocjonalne. każdy ma swój czas, no w końcu nikt mi nie zabroni myśleć. a co do mojego właściwego życia powiem, iż mimo, że jest maj.. czuję jakiś spokój. to chyba znak, że w tym tygodniu nie czeka mnie nic tak przejmującego, co mi dech w piersiach zabierze. chociaż.. wszystko jest możliwe. bo przecież moje życie to.. taka cicha woda, ale brzegi rwie.




niedziela, 1 maja 2011

dwadzieścia pięć

mówisz - to co z tego, że czasem się nie zgadzamy, że nie umiemy znaleźć wyjścia z sytuacji, rozwiązania po środku. najważniejsze jest to, że jestem pewien, co do moich uczuć do Ciebie, zdecydowany jestem. ale musisz zrozumieć, że jesteś jedyną dziewczyną, którą całuję, trzymam za rękę, a jednocześnie opowiadam wszystko co mi leży, jak kumplowi. bądź pewna, że możesz liczyć na to samo - to cudowne.

dwadzieścia cztery

no i się zaczęło. nadszedł miesiąc maj, miesiąc największych zawirowań w moim życiu. jakby nie patrzeć, każdego roku, akurat w maju.. zgodnie z pewną zasadą. przyjeżdża afro-brat. dziwne, nie? nie chcę tego, tych wstrząsów emocjonalnych, niepotrzebnych spięć, i na pewno zmian.. nie chcę tego, słyszysz mnie moje fatum?! z pewnością słyszy, ale jest wredne i zrobi mi na przekór. dobra, dość gadania do siebie.

sobota, 30 kwietnia 2011

dwadzieścia trzy

nie nadążam lekko. wszystko się gmatwa ile wlezie. zaczął się weekend majowy. jednak nie jest taki, jaki by się chciało ażeby był. dziękuję, że podajesz mi pomocną dłoń, choć tak wiele nas różni. mimo tych różnic, umiemy razem się śmiać i płakać. kocham Cię jak brata, i uwielbiam jak nazywasz mnie młodszą siostrą. Kołek, Kołek..

wtorek, 26 kwietnia 2011

dwadzieścia

jestem ambitna. pochłonięta w wielkie plany i marzenia. chyba zbyt duży ciężar biorę na swoje barki na raz, ale cóż.. ta ambicja mnie kiedyś zgubi. dobrze, że póki co, to wszystko jest tylko złudnym obrazkiem, bo jeżeli wszystko to nabrałoby rzeczywistych kształtów, nie wiem jak bym to zniosła. tymczasem cieszmy się nowym słonecznym dniem.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

dziewiętnaście

patrząc wstecz zrozumiałam wiele spraw. pojęłam to i tamto. żeby coś zrozumieć trzeba  mieć naprawdę cierpliwość. i żeby tego nie stracić, trzeba się starać jak nie wiem co. bo czasem, gdy coś porzucisz, kiedy to pojmiesz, wracasz do tego ze zdwojoną siłą. wszystko z biegiem czasu się zmienia, często nawet nie zauważamy jak prędko. zrozumiałam kwestie, które nas poróżniają, i poglądy, którymi się oboje kierujemy. mimo moich wszystkich narzekań uznaję się za osobę szczęśliwą. różne sytuacje zmieniły przebieg niektórych wydarzeń. jestem zadowolona z życia, jak na miarę swoich możliwości. przy Tobie czuję się bezpieczniej. bo ta więź, to właśnie to poczucie bezpieczeństwa.. właśnie Ty dajesz mi siłę. 

osiemnaście

w moim umyśle jest pełno niepewności. zdałam sobie dzisiaj sprawę, że trzeba się zabezpieczyć w kwestii materialnej jeżeli chodzi o przyszłość. pojawiły się nowe możliwości, ale jak na razie nie do końca zbadane, więc nie jest to jeszcze do końca pewne. wszystko może się okazać lada dzień, a tego się chyba najbardziej boję. bo ta cholerna niepewność nadal będzie. ale tematu na razie nie męczę, co ma być to będzie.

sobota, 23 kwietnia 2011

siedemnaście







"Znowu otworzyłem oczy i w gęstą, lepką czerń
Ze łzami w oczach i ledwo łapiąc tlen
Plując potem, krzyczałem że wiem
Jakby dzień po tej nocy miał być ostatnim dniem

Znowu otworzyłem oczy i w gęsta lepką czerń
Plując potem, krzyczałem że wiem
Poczułem na szyi jej głos delikatny jak len
To był tylko zły sen"

szesnaście


przyjaźń jest najlepszą relacją w życiu, jaką można sobie wyobrazić.
jesteś bratem, którego nigdy nie miałam, i cieszę się że Cię mam, mimo 27 km :)

piątek, 22 kwietnia 2011

piętnaście

niby jest wesoło, miło i przyjemnie, ale i tak zaraz zostaje ze mnie tylko plama na ścianie, po walce z samą sobą. dzisiaj nie było rewelacji. nie jestem z siebie dumna. 

NOTHING TO LOSE

czternaście

czy to jakieś przeznaczenie? nie mam pojęcia. nie patrz się tak na mnie, bo się zawstydzę. nie odprowadzaj mnie do domu za często, bo jeszcze się do tego przyzwyczaisz, i będziesz chodził do własnego domu na około. a jak na dobre zagoszczę w twoim sercu, a Ty w moim, myślałeś co wtedy będzie? wiem, wiem. mówisz, że już tam mieszkam, i zawsze jak wspominasz że kochasz ze mną rozmawiać, bo tylko ja Cię rozumiem i słucham, aż nie chce mi się wierzyć.

trzynaście

wczorajszy dzień był nadzwyczaj udany. słońce przemiło grzało, i większość mojego czasu spędziłam w parku. spotkaliśmy się w parku, niby na chwilę, jak zawsze. ale jednak siedzieliśmy cztery godziny jak nie więcej, na ulubionej ławce. rozmawialiśmy, a naszym rozmowom nie było końca. naprawdę, nie mogliśmy się nagadać. wieczorem było miło. czas spędzony z przyjaciółmi. nawet wieczorem, wracając już do domu było mi niezwykle ciepło, i nawet tak jakoś cieplej w sercu.
dziękuję Ci.

czwartek, 21 kwietnia 2011

dwanaście

jedenaście


kocham życie, bo mimo tych wszystkich zajebanych zawahań i tak potrafi uszczęśliwić ludzi. 'kochanie, co dziś na śniadanie' :)
ogólnie to pozytywnie nastraja mnie pogoda za oknem, błękitne niebo, słońce i wskaźnik temperatury, który napierdala w wzwyż. dajesz mi poczucie szczęścia, tak niespodziewanie to stwierdzę. mimo tego, że czasem są gorsze chwilę, cenię sobie to, że.. no właśnie. ja wiem, ale czy Ty wiesz co sobie cenię? jesteś nierozumianą przeze mnie do końca istotą, bo nie zawsze wiem o co Ci chodzi. ale lubię, gdy mnie zaskakujesz.


dziesięć

słoneczko jest natchnieniem do dalszych rozmyślań. jeżeli chodzi o wczorajszy wieczór to minął całkiem znośnie, a nawet sympatycznie. sądzę, że w wielu momentach za bardzo dramatyzuję. ale taka już jestem, lubię się przejmować wszystkim. nie zmienię tego, choć to nawet dobry nawyk - podobno. bo jak wyglądałoby życie bez zadręczania się błahostkami? 

środa, 20 kwietnia 2011

dziewięć

nieważne, czy jest dobrze czy źle. zawsze, ale to zawsze warto mieć nadzieję. na lepsze jutro. nieważne, czy poduszkę można wyciskać z łez, czy jesteś już taka gruba od lodów czekoladowych na pocieszenie. pamiętaj, zawsze jest iskra. motywacja do działania. kocham Ciebie. i choć może to śmieszne, kocham siebie. samouwielbienie pomaga.

osiem

życie jest taką suką.
dziś nie jest do końca fantastycznie, ale żyję sobie z myślą, że jutro będzie zajebisty dzień.

Nieważne jak jest źle, a to, że mamy w sobie nadzieję i myśli te. 
Przeżyjemy, bo weźmiemy w ręce życie zaczniemy 
budować od podstaw,
jak się zjebie coś, naprawimy to '




siedem

ogólnie rozmyślając, stwierdzam, że nie wiem dlaczego jestem tak naiwna. wszystko jest najpierw miło, sympatycznie, kolorowo.. a potem, niczym grom z jasnego nieba, całe zło spada.. akurat na mnie. wielu mnie podziwia, za tę wytrzymałość, wytrwałość i odporność na te krzywdę. czasem żałuję wielu kroków, ale niczego nie cofnę. zmieniać mogę przyszłość.



sześć

nie była to myśl bezprecedensowa, i potrafię się od tego oderwać i łapać chwile, i śmiać się z czego popadnie. lubię takie popołudnia, kiedy chodzimy sobie, możemy się pośmiać, ale też i trochę ponarzekać, i użalać. dziękuję. czeka nas ciekawy wieczór. lubię wieczory z Tobą.

pięć

żeby się bardziej już nie dołować.. ale nie. chyba się sobie dziwię, bo przecież nikt nie jest ze stali, i kiedyś też ma momenty załamania. jeszcze moje fatum dolało oliwy do ognia, bo ból nogi, który mi towarzyszy od rana jest coraz silniejszy. przy każdym stawianym kroku boli bardziej.
ale żeby nie wyszło, że jestem dziś totalną pesymistką dodam, że mimo tak złego samopoczucia, i fizycznego bólu wychodzę stąd.. przynajmniej się oderwę od tej rzeczywistości pełnej problemów i ponurych wrażeń.

cztery

ogólnie to znowu jest beznadziejnie. a dopiero co było w sam raz. to przykre, że wszystko z dnia na dzień diametralnie się zmienia. pogoda jest zaskakująco sympatyczna, aż chce się wyjść na dwór. tylko najgorzej jest, kiedy coś wierci dziurę w podświadomości, że mimo tego słonecznego dnia i całkiem dobrego humoru, gdzieś tam w naszym życiu coś się rozpada, a Ty nie możesz nic z tym zrobić. gdybyś mnie tak nie ograniczał byłoby inaczej. frajer z Ciebie jakby nie patrzeć.

niedziela, 17 kwietnia 2011

trzy

ogólnie to jak na razie jest dobrze, ale nie jakoś zadowalająco. nie lubię się kłócić, czasem bywam uparta, ale to tylko w niektórych, często spornych kwestiach. nie zawsze życie jest kolorowe, chyba, że patrzy się na nie przez różowe okulary. jednak kto nie lubi zabawnych chwil, miłych momentów? te szczególnie zostają w pamięci.


dwa

sugestia, która narzuciła mi konkretne poczynania nie była właściwa. sądzę, że gdybym postąpiła inaczej, i tak by doszło do takiego a nie innego zachowania. powiedzmy sobie szczerze, postąpiłabym tak samo jak on. bo kto pozwoliłby wejść komuś w jego uczucia? nikt nie powinien jeszcze bardziej pogarszać tego, z czym sami powinniśmy sobie poradzić. tak naprawdę łatwo jest oceniać sprawę z boku, bez patrzenia na jej dogłębny sens. nie będę zimną suką, która wyrafinowanie krzywdzi ludzi na swojej drodze. wolę być sobą, a nie kimś, kim nie jestem. każdy ma jakieś wady i zalety. na ten przykład ja sama nie zawsze potrafię przejrzeć na oczy, a czasem nawet potrafię, ale nie robię tego, bo nie chcę tego widzieć. tak jest mi wygodniej. fakt, kiedyś może mi się powinąć noga. ale każdy w taki czy inny sposób kogoś krzywdzi, nawet nie umyślnie. ale nie będę robiła tego świadomie, bo potem jakoś nie potrafiłabym z tym spać.

jeden





miłość jest idiotką.