wtorek, 29 października 2013

dziewięćdziesiąt dwa

brakuje mi czegoś, czego już nie ma. jesień coraz bardziej mnie niszczy od środka, nie wiem co będzie, gdy przyjdzie zima. każdego popołudnia odczuwam to dziwne uczucie, które wierci mi jakąś wewnętrzną dziurę. nie znoszę tego, kiedy sama nie wiem o co dokładnie mi chodzi. czasem chciałabym dać pochłonąć się pasji, którą przecież tak kocham. mam wrażenie, że to wszystko minęło, i już nigdy nie wróci. z jednej strony chciałabym być samodzielna, a z drugiej brakuje mi tego, kiedy mama czy tata zawoził mnie na jazdy. tęsknię za tym, co dawało mi wiele frajdy. czuję, że zatrzymałam się w jednym momencie, i nie mogę iść naprzód. muszę się otrząsnąć, i zrobić coś ze sobą. zachowuję się tak sprzecznie. wmawiam sobie i wszystkim na około, że nie potrzebuję litości ani troski, ale jednak z drugiej strony tak bardzo chciałabym, żeby ktoś po prostu mnie wysłuchał, albo chociażby z własnej woli zapytał co u mnie, i zwyczajnie spędzał ze mną czas. tak bardzo potrzebuję porozmawiać..

czwartek, 24 października 2013

dziewięćdziesiąt jeden

chciałabym Cię przeprosić. mam ostatnio 'ciężki dzień', który robi się w ciężki tydzień, a ten z kolei w ciężki miesiąc. nie wiem co się dzieje, ale chyba czuję się źle gdy nie ma Ciebie obok. chciałabym Ci wyjaśnić, ale ostatnio nie jestem sobą. czuję się smutna, jakaś przygnębiona. myślałam, że lekarstwem na jesienną monotonię będzie koc i kubek gorącej herbaty. przeliczyłam się. lubię z Tobą rozmawiać, i na każdy sposób spędzać czas. powodujesz, że się uśmiecham. ale ostatnio wciąż chodzę nadąsana, z błahych powodów, i właśnie za to chciałabym Cię przeprosić. nie radzę sobie. naprawdę czuję, że potrzebuję po prostu na Ciebie popatrzeć. albo nawet spojrzeć Ci w oczy, tak nawet bez wypowiadania słów. powiem wprost, brakuje mi spędzania czasu z Tobą, dlatego mi smutno.

dziewięćdziesiąt

wewnętrzne rozdarcie, to chyba jedyne prawidłowe określenie mojego samopoczucia. nie umiem pojąć, jak osoby ważne w moim życiu zrobiły się praktycznie bezwartościowe. nie wiem czy to za sprawą tej jesieni, czy nie, ale czuję że zostałam zupełnie sama ze swoimi rozterkami, tutaj. naprawdę potrzebuje wyrzucić z siebie ogrom emocji, zarówno dobrych jak i złych, wypłakać się w ramię, i żeby mnie przytulono, i powiedziano że wszystko będzie dobrze. zdałam sobie sprawę że nic nie będzie jak kiedyś, a ludzie, w których miałam oparcie przyjdą do mnie gdy sami będą mieli problem. czuję ból, rozpacz, a do moich oczu napływają łzy. brakuje mi uśmiechu, i zwykłego dobrego humoru. początek tygodnia jest męczarnią, a jego końcówka jedynie pauzą, przed następną męczarnią. nigdy nie umiałam powiedzieć nikomu przykrych rzeczy, nadal tego nie umiem. potrafię tylko to w sobie kumulować. mam mętlik w głowie. chciałabym się do Ciebie mocno przytulić, wypłakać się w milczeniu, tak po prostu, żeby wszystkie łzy spłynęły po policzkach. chcę się ich w końcu pozbyć. a potem wyrzucić z siebie wszystkie słowa, które chodzą mi w myślach. i żeby w końcu poczuć się wysłuchanym, żeby chociaż trochę pozbyć się wszystkiego co mnie dręczy.

piątek, 18 października 2013

osiemdziesiąt dziewięć

dziwne uczucie. tęsknię. chciałam się ustatkować a popadam w monotonię. wszystko wygląda tak samo, każdy dzień według schematu. to nudne, nie lubię stereotypów. po dzisiejszej rozmowie, od dawna, zaczynam tęsknić za wieloma rzeczami. tęsknię za zabieganymi nocami podczas których potrafiłam się zgubić w dobrze znanym mi mieście, za upiciem się do prawdziwego stanu nietrzeźwości, za śmianiem się z byle czego, nocnych rozmów, które końca nie miały - a raczej nie chciało nam się spać, za adrenaliną, która towarzyszyła mi kiedy jechałam na noc do Rewala bez wiedzy rodziców, za czasami, kiedy przyjaciele mieli czas żeby się spotkać. teraz każdy poszedł we własnym kierunku, nie czekając na pozostałych. myślałam, że co ma być to będzie, ale zaczęło mi tego brakować. brakuje mi rozmowy o wszystkim i o niczym, o każdej porze. o spontanicznych wybrykach nie wspomnę. dużo się zmieniło. nie mówię, że jest źle. bo jest dobrze. naprawdę dobrze. cieszę się bardzo z tego, co mam. że mam kogoś, dla kogo jestem całym światem.. zdobyłam stabilizację, której tak bardzo pragnęłam. ale tęsknię za dawną sobą tak bardzo, że jestem w stanie popłakać się jak dziecko. widzę, że wszystko ucieka mi przez palce. zrobiłam się nudna, okropnie nudna. każdy znajduje czas, akurat wtedy, gdy czegoś potrzebuje.. to przykre, bo patrząc wstecz tego nie dostrzegam. tęsknię za przyjaciółmi, dla których nieważna była pora czy miejsce, a nawet powód. ważne było to, że to właśnie ja.
boję się, że pewnego dnia, stwierdzisz to samo, że jestem nudna, strasznie nudna.
i zostanę zupełnie sama..

środa, 16 października 2013

osiemdziesiąt osiem

dzisiaj szesnasty. szesnasty dzień miesiąca. jedenaście miesięcy razem. pierwsza 'miesięcznica', którą się nie widzieliśmy. obwiniam się strasznie z tego powodu, szczególnie jak powiedziałeś, że raz nie spotykając się, potem będą same wymówki - a to, tamto. w sumie, masz rację, tak mogłoby być. ale ja lubię spędzać z Tobą szesnaste dni miesiąca najbardziej na świecie. dziś się nie spotkaliśmy, ale sądzę, że jestem w stanie się zrewanżować. nie wiem, czy jakaś inna para przywiązuje do tego tak wielką wagę, ale my jakoś szczególnie. lubię nasze tradycje, jakoś tak uśmiech pojawia mi się na twarzy, gdy przypomnę sobie ten dzień każdego miesiąca. w wakacje czułam, jakby szesnasty był każdego innego dnia. widywanie się z Tobą codziennie sprawiało mi ogromną radość. przyznam, że czasem czaiłam się w kiosku z O. i wyczekiwałam aż będziesz gnał do pracy. jak zostawiałeś mi śniadanie zawieszone na płocie, i bułki w papierze śniadaniowym w motylki, i widok zazdrosnych współpracowniczek. aż cisnęło mi się na usta 'możecie mi zazdrościć, mam najlepszego chłopaka na świecie', i ogromny uśmiech. albo gdy padał deszcz, lub tuż po ulewie, wpadłeś na chwilę, tak zupełnie przypadkiem, akurat coś robiłam na zewnątrz, a Ty zaskoczyłeś mnie za plecami, mocno obejmując, pamiętasz to? nie pamiętam żebym kiedykolwiek w życiu tak się cieszyła z puszki napoju witaminowego, naprawdę.  rozpieszczałeś mnie, nie ma co - z resztą, nadal to robisz. nie byłbyś sobą. aż mi się przypomniały, te dwie czerwone róże na zejściu.. aż sama poczerwieniałam, tak mnie zaskoczyłeś! bardzo cieszę się, że mam kogoś takiego jak Ty. mam z Tobą ogrom wspomnień, z których można by napisać niezłą książkę. po prostu - dziękuję, że jesteś

wtorek, 15 października 2013

osiemdziesiąt siedem

chciałabym wstać któregoś dnia niczym Zeus, z uśmiechem na ustach, i dostrzegać coś, w niczym. cieszyć się ze zwykłego poranka. mam dosyć moich poranków, bez Ciebie, przepełnionych pośpiechem i niczym innym. tak bardzo chciałabym wakacje, nawet tęsknię za pracą, naprawdę. mam tak ogromną niechęć do szkoły, że sama jej nie pojmuję. w wakacje moim problemem było to czy mleko do mojej pobudzającej rannej kawy jest wystarczająco zimne, czy mam przerwę za godzinę czy za siedem, czy zdążę na autobus i czy się wyśpię, czy nie. tęsknię za wieczorami z butelką piwa przed bunkrem, za nocnym gadaniem o niczym, wspominaniem dawnych czasów czy opowiadanie zabawnych historii. brakuje mi wieczorów z Tobą, przepełnionych zwykle winem, czasem na stole w campingu, czasem na trampolinie. naszych wygłupów nocnych, czy zupełnie z rana, takich niby nic nieznaczących błahostek, a jednak..

niedziela, 13 października 2013

osiemdziesiąt sześć

wczorajsza chwila słabości. dzisiaj już uspokojenie, ukojenie skołatanych myśli. monotonna niedziela, tak na zamknięcie tego parszywego tygodnia. jakiś wyjątkowo trudny tydzień miałam, pełen rozterek, takich znikąd. mam nadzieję, że ten następny będzie o wiele lepszy. przydałoby mi się trochę uśmiechu, nie zmartwień. choć rozterek pogodowych dopiero początek, teraz się dopiero zacznie ta depresyjna słota. nie chcę patrzeć wstecz, ani zbytnio naprzód. skupmy się na tym co jest teraz, najważniejsze, dla nas. bądź przy mnie, odstrasz mętlik. przytul, by było mi cieplej, tej jesieni. zaraz będzie rok, jak się za ręce trzymamy. my love.

piątek, 11 października 2013

osiemdziesiąt pięć

jest okropnie, nieustannie myślę o jednym i tym samym. nie umiem się od tego uwolnić. czuję, że pokazuję wszystkim sztuczne uśmiechy, emocje ni to pozytywne, ale na przymus. dzieję się coś złego z moim umysłem. dużo myślę, obawiam się, popadam w paranoję - własnych obaw i wymysłów. chciałabym jakiejś ostoi myśli. szukam jej uparcie, ale na próżno. jesień zawsze bywała u mnie depresyjna.. boję się.