mam dziś przed oczami cały ten rok. wszystkie momenty, te ważne i ważniejsze, a nawet mniej ważne, i te, o których miałam zamiar zapomnieć. każda chwila miała jakieś znaczenie. niektóre tak bolały, że wolałabym ich w ogóle nie doświadczyć. jednak ból jest najlepszym nauczycielem. każdy uczy się na błędach, czyż nie?
mam zamiar być jeszcze lepszą sobą. chciałabym dać z siebie więcej niż sto procent.
jestem naprawdę szczęśliwa, mam wspaniałych przyjaciół, wyrozumiałych rodziców i wredną, ale najukochańszą młodszą siostrę. i spotkałam osobę, która jest mi bardzo bliska. czuję, że dorosłam w jakimś stopniu. i to uczucie jest prawdziwe. życzę sobie wytrwałości w postanowieniach noworocznych. chcę wejść w ten rok z uśmiechem na ustach. wypijmy za błędy ;-)
niedziela, 30 grudnia 2012
czwartek, 27 grudnia 2012
siedemdziesiąt trzy
muszę się w końcu obudzić. trzeba zebrać się w sobie. i nawet głośna muzyka mi w tym nie pomaga. zauważyłam, że mam straszne braki tutaj. wiem jedno, zmieniło się diametralnie moje rozumowanie, szczególnie tych ważnych pojęć. stabilnie, ale jednak coś nie tak. jak zwykle szukam dziury w całym. dlaczego? nie wiem. jestem osobą, dla której nawet doskonałość jest niedoskonała. wszystko tu wygląda inaczej, patrząc w przeszłość zapisaną tutaj, ciężko jest mi samą siebie z tamtego czasu zrozumieć. już dawno nie zastanawiałam się tak bardzo nad swoimi myślami. wszystko jest warte poświęceń, tylko najpierw trzeba znaleźć priorytety. moje będą bardziej duchowe, niż materialne. muszę traktować, to co jest dla mnie ważne, należycie, tak jak się tego wymaga. tak, muszę przestać zastanawiać się, bo popadnę w depresję, na którą nie ma tutaj miejsca.
wtorek, 11 grudnia 2012
siedemdziesiąt dwa
" To ona dała mi otuchy posmak,
I uwierzyłem że jest sens iść tą drogą.
Była jak cud, który pomógł mi powstać.
Może idę na zgubę, lecz już mam iść dla kogo.
Takiej fabuły nie powstydziłby się Tołstoj
Gdy emocje układają się na krzyż
I kocham ją, chociaż to uczuć wojsko
A prawdziwy romans przy tym to kaprys "
I uwierzyłem że jest sens iść tą drogą.
Była jak cud, który pomógł mi powstać.
Może idę na zgubę, lecz już mam iść dla kogo.
Takiej fabuły nie powstydziłby się Tołstoj
Gdy emocje układają się na krzyż
I kocham ją, chociaż to uczuć wojsko
A prawdziwy romans przy tym to kaprys "
piątek, 26 października 2012
siedemdziesiąt jeden
ciężko jest ufać. zaufanie to wartość, którą budujemy przez długie lata, a zrujnować możemy w jednej chwili. mam ochotę usunąć to wszystko, co tworzy tego bloga. jednak uświadomiłam sobie, że to tak jakbym usunęła ze swojego domu fundamenty. żeby tu mieszkać, trzeba poznać wszystko, w tym przypadku, wszystko to co siedziało w tamtym czasie w mojej głowie. trzeba zmieniać przyszłość. to w końcu stało się moim mottem. trochę wyzbyłam się przeszłości, ale złej przeszłości. zapominam stopniowo, o tym, o czym powinnam.jest dobrze, w końcu otwieram się na ludzi, na których warto. ostatnio moja codzienność jest coraz mniej monotonna. nie przykuwam większej wagi do błahych problemów, a jak już trzeba jakiś podjąć - robimy to wspólnie. taki układ jak najbardziej mi odpowiada, wreszcie nie będę sama ze swoimi słabościami.
piątek, 6 kwietnia 2012
siedemdziesiąt
rzadko tu bywam. może dlatego, że piszę tu, gdy potrzebuję odskoczni? czuję setki napływających myśli. zaczynam dostrzegać to, że sama wynajduję coraz to nowe problemy, nie wiem czemu.. żeby nie było mi zbyt łatwo? potrzebuję rozgraniczyć to, co dzieje się we mnie, i wokół. idąc ulicą z słuchawkami na uszach, i dudniącą refleksyjną piosenką zastanawiam się, co Ci wszyscy mijający mnie ludzie myślą, i czy w tych swoich rozważaniach dodają zupełnie niepotrzebne problemy? czasem zastanawiam się czy nie przeginam. no ale rozmyślać raczej nikt mi nie zabroni.
środa, 21 marca 2012
sześćdziesiąt dziewięć
jak zwykle paranoja. popadam ze skrajności w skrajność. czy to, co dzieje się wokół mnie nie może być normalne? czas najwyższy do tego przywyknąć.. czuję się jak w jakimś kalejdoskopie. a najlepsze, że gdy wydaje mi się, że coś się wreszcie układa, to nagle jednak to nie to. to tak jakbym szła ulicą, stanęła, złapała się za głowę i krzyknęła 'japierdole'.niewiele jest osób, które zasługują na zaufanie. nawet Ci, których uważamy za najbardziej zaufanych ukrywają przed nami coś, co jest dla nas cholernie ważne. o ironio, życie jest dziwne, ale to przez ludzi.. na nikogo już nie można liczyć? zamykam się w sobie, nie stoję otworem na świat i innych ludzi, bo to rani, coraz częściej, jeszcze mocniej..
środa, 15 lutego 2012
sześćdziesiąt osiem
nie, nie szukam niczego na siłę. nie wiem w sumie czego dokładnie chcę. wszystko jest poplątane. ale może to i dobrze. bo czym byłoby życie bez problemów i codziennych błahostek? nastrój i emocje zmieniają się z każdą chwilą. nic nie jest tu na pewno. no ale nikt nie mówił, że wszystko będzie proste, a tym bardziej ustatkowane. jedynym plusem jest to, że nie stoję w miejscu. mogę przynajmniej podnieść ręce w górę, wziąć głęboki wdech i wykrzyczeć na cały głos "żyję, tu jestem!". wiele rzeczy zmienia się z minuty na minutę. co pozostaje? wziąć bucha, głęboko w płuca i dalej żyć w tej krzywiźnie kłamstwa, zwanego całym naszym światem. a może i są jakieś pozytywy tego wszystkiego..? no dobra, są.
piątek, 20 stycznia 2012
sześćdziesiąt siedem
dlaczego nadal żyję przeszłością? za każdym razem, kiedy rzucę wspomnieniami o ścianę one wracają. często nieumyślnie się o nie potykam. doszłam do wniosku, to już dawno, że nie warto się zadręczać. jednak na mojej drodze, po jednej porażce pojawia się całe ich pasmo. moje dotychczasowe życie nauczyło mnie tego i owego. wiem, kto na ile jest wartościowy, a wciąż obdarowuję zaufaniem nie te osoby. coś tu jest nie tak. dokonuje wyborów, a potem po głębszej ich analizie stwierdzam, że to jednak nie to. to normalne, że się waham. ostatnio ciężko jest mi zaufać komukolwiek. nie chcę, by ktoś szydził z moich uczuć. zamykam się w klatkach własnej wyobraźni, i czekam na kogoś, kto jest po prostu wart. widać po oczach, że czasem kochasz tracić kontrolę. ale nie tęsknię za Tobą. tęsknię za sobą, jaka ja byłam. Ty jesteś niczym.
wtorek, 17 stycznia 2012
sześćdziesiąt sześć
wielka pustka. boli, gdy w jednej chwili sypie się wszystko. brzydzę się wami. brzydzę się ludzką głupotą, szyderczym uśmiechem, podłością i podstępem. otaczają mnie hipokryci i idioci. świat, w którym uczucia przestają mieć sens. co to za świat? bezsens. mało kto mnie rozumie.. tylko krzyk nienawiści dziś słychać. ludzie, co się z was porobiło? gdzie uczucia, marzenia, współczucie, zrozumienie? wokół plącze się tylko pycha, nienawiść i radość, z czyjegoś upadku. to nie ze mną jest coś nie tak. to życie tutaj zamieniło się w rywalizację i czerpanie korzyści z niedoli innych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

