sobota, 28 maja 2011

trzydzieści siedem




' jesteś już mój, jesteś już moja, 
weź się w to wczuj, i nie zapieraj się nogami, zębami, rękoma.. '

trzydzieści sześć

ogólnie to może być. wiadomo, że lubię narzekać. bo kto nie lubi? nic idealne nie jest. od poniedziałku bodajże siedzę w domu, bo mam karę. ale to już przeszło. w dzień matki po lekcjach poszłam do kwiaciarni. widok, który musiałam oglądać jakoś tak cholernie zabolał. a przecież nie powinien. gdybym była dawną sobą miałabym z pewnością wyjebane. więc dlaczego nie miałam? bo radykalnie się zmieniłam od tamtego czasu. w sumie.. każdy się zmienia. ale to nie ważne. przez chwilę zaparło dech w piersi, ale mniejsza o to. siedząc potem darłam chusteczki. ostatnio bardzo odreagowujące zajęcie. potem spacer z psem, i prawie godzinna rozmowa telefoniczna, aż mi się nagrzało ucho. pewnie z 1/12 mózgu mi stopiło. teraz uważam tamto zajście za mało znaczący epizod. co ma być to będzie. niestety.. sentyment na zawsze zostanie. 

sobota, 21 maja 2011

trzydzieści pięć

bezwładność w nogach. co się dzieje do cholery ?! dobrze, że byłeś ze mną.
mam czasem wrażenie, że ten co pociąga mnie w góry za sznurki wybiera mało odpowiedni moment.

środa, 18 maja 2011

trzydzieści cztery




ja, ty, dach wysokiego budynku w samym środku Nowego Jorku. coraz bardziej oddalasz się ku krawędzi, ku przepaści. skaczesz. ja za Tobą i razem lecimy w dół przez te, dla nas długie ułamki sekund. nie robisz nic, po prostu lecisz, tylko spoglądasz na mnie błagalnie. a ja? ja krzyczę jak oszalała, zresztą co się dziwić, skoro spadamy z dwudziestego piętra wieżowca. w końcu, płacząc wykrzykuję, i oznajmiam całemu światu jak bardzo Cię kocham. a Ty? Ty zbliżasz się do mnie, chwytasz wpierw mą dłoń, potem przytulasz mnie do siebie z całej siły, to co, że wciąż lecimy w dół. " nigdy Cię nie opuszczę " i " jak zginiemy to razem " - mówiłeś.

wtorek, 17 maja 2011

trzydzieści trzy


podobno Ci, co zobaczą tęczę mają zagwarantowane szczęście na najbliższy tydzień. 
Ty to zawsze sprzedasz mi jakąś rewelację. ciężko uwierzyć, no ale - uwierzmy.

trzydzieści dwa


nie ma ludzi i wyjść z sytuacji idealnych, jednak zawsze można byłoby coś zmienić.. 
aczkolwiek nie narzekam, bo jeszcze mi ten maj spłata jakiegoś przykrego figla, a tego bym nie chciała.

mówisz, że 'kochasz'.. ♥
P. :)

niedziela, 8 maja 2011

trzydzieści jeden


dobrze, nadzwyczaj dobrze. dobrze to mało powiedziane. mogłabym godzinami leżeć i słuchać muzyki, szczególnie w kłębach dymu, waniliowo-karmelowego :)

trzydzieści


a może by tak kolczyk? tak, zdecydowanie to pomysł do zrealizowania.

dwadzieścia dziewięć

sądzę, że sytuacja, jeżeli chodzi o wszystko.. jest dobra. wiele rzeczy się poprawiło, i aż mam ochotę poskakać sobie z radości. jednak to nie kłamstwo, że wyrzucając zbędne elementy z naszego życia ono się poprawia. po prostu nadszedł czas, aby zrobić ten krok do przodu, a nie nadal bezczynnie stać w miejscu. kiedy już poczyniłam jakieś starania w tym kierunku mogło być tylko lepiej. wreszcie nie czuję tej niepewności, jak to było wcześniej.. jednak te mącenia wiele mi poprzewracały w głowie. aczkolwiek każdy uczy się na błędach. teraz, kiedy ta 'burza' minęła i nikt nie knuje żadnych intryg, aby mi na dobre nie wyszło.. wreszcie czuję się zajebiście :)

poniedziałek, 2 maja 2011

dwadzieścia osiem

zanudzić się idzie w tym domu. nieustanne spoglądanie na ekran telefonu na zmianę z ciągłymi rozmyślaniami na temat ostatniej rozmowy, face to face - zaczynają uderzać mi do głowy. jesteś moją codziennością, ale wolałam tą codzienność z tej lepszej strony, a nie obsesyjnego rozważania. lubię jak zaskakujesz, ale bez przesady. trzeba porzucić przeszłość i przestać się łudzić. żyć chwilą i nie patrzeć na wszystko inne. tylko dylemat, najpierw robić czy myśleć..?


+  ' rehab '   :}

dwadzieścia siedem




.

dwadzieścia sześć

nie mam jakoś myśli refleksyjno-filozoficznych. jak na dzisiaj jest dobrze. ale z tymi przemyśleniami to mnie jeszcze pewnie dopadnie pod sam wieczór, jak zwykle. bo wieczór to chyba najwłaściwszy moment do rozważań na zagadnienia emocjonalne. każdy ma swój czas, no w końcu nikt mi nie zabroni myśleć. a co do mojego właściwego życia powiem, iż mimo, że jest maj.. czuję jakiś spokój. to chyba znak, że w tym tygodniu nie czeka mnie nic tak przejmującego, co mi dech w piersiach zabierze. chociaż.. wszystko jest możliwe. bo przecież moje życie to.. taka cicha woda, ale brzegi rwie.




niedziela, 1 maja 2011

dwadzieścia pięć

mówisz - to co z tego, że czasem się nie zgadzamy, że nie umiemy znaleźć wyjścia z sytuacji, rozwiązania po środku. najważniejsze jest to, że jestem pewien, co do moich uczuć do Ciebie, zdecydowany jestem. ale musisz zrozumieć, że jesteś jedyną dziewczyną, którą całuję, trzymam za rękę, a jednocześnie opowiadam wszystko co mi leży, jak kumplowi. bądź pewna, że możesz liczyć na to samo - to cudowne.

dwadzieścia cztery

no i się zaczęło. nadszedł miesiąc maj, miesiąc największych zawirowań w moim życiu. jakby nie patrzeć, każdego roku, akurat w maju.. zgodnie z pewną zasadą. przyjeżdża afro-brat. dziwne, nie? nie chcę tego, tych wstrząsów emocjonalnych, niepotrzebnych spięć, i na pewno zmian.. nie chcę tego, słyszysz mnie moje fatum?! z pewnością słyszy, ale jest wredne i zrobi mi na przekór. dobra, dość gadania do siebie.