sobota, 28 maja 2011

trzydzieści sześć

ogólnie to może być. wiadomo, że lubię narzekać. bo kto nie lubi? nic idealne nie jest. od poniedziałku bodajże siedzę w domu, bo mam karę. ale to już przeszło. w dzień matki po lekcjach poszłam do kwiaciarni. widok, który musiałam oglądać jakoś tak cholernie zabolał. a przecież nie powinien. gdybym była dawną sobą miałabym z pewnością wyjebane. więc dlaczego nie miałam? bo radykalnie się zmieniłam od tamtego czasu. w sumie.. każdy się zmienia. ale to nie ważne. przez chwilę zaparło dech w piersi, ale mniejsza o to. siedząc potem darłam chusteczki. ostatnio bardzo odreagowujące zajęcie. potem spacer z psem, i prawie godzinna rozmowa telefoniczna, aż mi się nagrzało ucho. pewnie z 1/12 mózgu mi stopiło. teraz uważam tamto zajście za mało znaczący epizod. co ma być to będzie. niestety.. sentyment na zawsze zostanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz