czwartek, 27 marca 2014

sto osiem

ciągle w pośpiechu. czuję się co najmniej jakbym biegła na pociąg. jestem co prawda w lepszym humorze, niż pisałam tu ostatnio. ale najważniejsze jest to, że wszystko się wyjaśniło, i w pewnym stopniu poprawiło. mam pełno spraw na głowie, tyle rzeczy do załatwienia, że aż sama się w tym gubię. wystarczy, że przypadkowo spotkam kogoś na ulicy, i nagle przypomina mi się, że obiecałam spotkanie. jak zwykle, wszystko zapominam a potem mam nawał spraw. do urodzin zostały prawie dwa tygodnie. mówię oczywiście o dokładnej dacie. mimo, że to tak bliski termin, to ja nadal nie mam do końca poukładane w głowie jak to wszystko ogarnąć. zaczyna się kwiecień, już coraz bliżej do wakacji. zaraz odpadną kolejne dni szkolne, i nim się obejrzę już będzie zakończenie roku. zależy mi na wynikach końcowych, ale nie przywiązuję do nich aż tak wielkiej wagi. nie mogę się doczekać wakacji, mam nadzieję równie udanych jak te poprzednie. uwielbiam moją pracę, choć zaczyna się dopiero od czerwca. na majówkę nie mam na chwilę obecną żadnych planów. myślałam nad wyjazdem nad morze, po ogarnianiu kilku istotnych spraw, spotkaniem się z ludźmi, za którymi tęsknię i od jakiegoś czasu nie widuję. coraz bardziej myślę o prawie jazdy, jest mi potrzebne, i na pewno życie z jego posiadaniem byłoby o wiele łatwiejsze, ale czy jego zdobycie też będzie takie proste? obawiam się, że zupełnie nie poradzę sobie, albo zestresuję w ostatniej chwili. pierwotnie miałam zacząć kurs już na początku roku, ale z hajsem zrobiło się krucho. mam plan, aby zrobić to we wrześniu, bo niestety licząc od teraz do wakacji nie zdążę; a naprawdę chcę się do tego przyłożyć, a nie utopić hajs i olać. no cóż, jestem dziś w całkiem dobrym nastroju, i to aż dziwne że tutaj piszę, w dodatku aż tyle. zazwyczaj przychodzę tu z problemami, ze smutkiem, tęsknotą. jednak dzisiaj tak nie jest, i myślę, że coraz częściej będę tu wpadać. chociażby po to, aby oderwać się na chwilę, od tego pośpiechu, albo zapisać to, co obecnie siedzi mi w myślach.

wtorek, 25 marca 2014

sto siedem

coraz bliżej do urodzin. a ja coraz bardziej nie chcę. chyba się przeliczyłam, jak zwykle. ta dorosłość, o której kiedyś marzyłam okazuje się być gorsza. z dnia na dzień czuję się coraz bardziej przygnębiona. tłumię w sobie myśli, problemy. wszystko zżera mnie od środka, ale nie chcę ich dzielić z kimkolwiek. nie wiem co tak do końca mam zrobić. wszyscy wokół mnie liczą nie wiadomo na co, a ja muszę wciskać na siłę uśmiech na usta, i udawać. zależało mi na czymś niezwykłym, a teraz zmieniło się to w wielki znak zapytania. przestaje mnie cieszyć to "planowanie". nic z tego nie wychodzi. z dnia na dzień rośnie niepewność, coraz bardziej wygrywają obawy i lęk, chcę przezwyciężyć niechęć, ale to ona jest silniejsza. łzy same napływają mi do oczu, i nawet przestałam się nimi przejmować. mam w głowie tylko jedną priorytetową myśl, i nic innego, dopóki się z tym nie uporam. na domiar złego, każdy jak może, dokłada mi jeszcze bardziej, ani chwili spokoju. mam ochotę posłuchać jakiegoś starego kawałka, i wyłączyć się.

środa, 12 marca 2014

sto sześć

nie wiem czy to tęsknota, czy co to do cholery jest. czuję się coraz bardziej przygnębiona. mam w głowie pełno myśli, rozważań i pytań, którymi nie mam się z kim podzielić. nie umiem z siebie tego wyrzucić, pozbyć się raz na zawsze. to wraca, co pewien okres czasu, i męczy. najgorszym jest, że cokolwiek innego bym nie myślała - to i tak wraca. powoduje, że jestem smutna. tak bardzo chcę się od tego uwolnić. zrobić krok do przodu, taki niespodziewany, aby w końcu przestać się zadręczać? czy znieść wszystkie te myśli 'co by było gdyby' i nie robić nic? z dnia na dzień, jest mi z tym coraz gorzej.

wtorek, 11 marca 2014

sto pięć

w końcu pojawiają się oznaki wiosny. odżywam, na nowo. w końcu czuję przypływ dobrej energii, nie tkwię w jednej monotonnej rzeczywistości. wciąż coś się dzieje, czyli wszystko gra. za miesiąc urodziny.. niby 18ście to jakaś magiczna liczba, ale sądzę, że nic się tego 9. kwietnia szczególnego nie wydarzy. wszystko będzie takie jak obecnie. wydaje mi się, że dorosłam emocjonalnie w ciągu kilku lat, i nie tylko za sprawą wieku, ale i doświadczeń, które nabyłam obracając się wokół różnych ludzi. a zestarzeć się.. jeszcze zdążę. chciałabym ten osiemnasty rok życia spędzić jak najlepiej - sama ustanowiłam go sobie jako wyjątkowy. wytyczyłam cele, do których dążę. poznałam ludzi, dzięki którym życie jest ciekawsze. mimo, że to dopiero 'osiemnaście', mam wrażenie, że przechodzę na tą gorszą część, wyższy poziom w życiu. nie będzie to już dzieciństwo ani 'czasy nastolatki', czekają mnie prawdziwe wzloty i upadki, za które sama będę odpowiedzialna, i już nikt inny mnie z tego nie wybroni. och, jak poważnie to wszystko brzmi. mimo tej stabilizacji, czuję jakiś brak. czego - do końca nie wiem. muszę przyznać, że to uczucie jest bardzo dziwne, jakby drążyło dziurę w moim umyśle, nie daje o sobie zapomnieć. tęsknota? to bardzo, bardzo, bardzo dziwne.