sobota, 29 października 2011

sześćdziesiąt


mam znowu ochotę porozmawiać z moją przyjaciółką, butelką wina. może chcę zwrócić na siebie uwagę..? pomaga mi to wszystko przetrwać. bo gdyby nie odreagowanie, boję się, że zamknęłabym się w sobie i mocno pierdolnęłabym drzwiami. zmiany są w życiu potrzebne.

poniedziałek, 24 października 2011

pięćdziesiąt dziewięć

zniknęło wszystko, wspomnienia, emocje, szacunek i ta więź, którą tworzyliśmy oboje przez ten rok. wszyscy są pewni, że już dawno powinnam pozbyć się Ciebie ze swojego życia.jestem słaba. nie umiem ot tak wyrzucić z pamięci tych miłych chwil spędzonych w twoim towarzystwie. moje serce, choć reszki z niego pozostały, nie umie się postawić. Twoje spojrzenia, kiedy się mijamy nie są już takie same, wręcz przeciwnie, są dziwnie puste i osamotnione. i dobrze.

sobota, 22 października 2011

pięćdziesiąt osiem

coś ubyło z mojego życia. rozpoczyna się zupełnie nowy rozdział. zawiodłam się, strasznie. rozczarowanie i rozpacz w tym momencie nie zna granic. jednak czego można się spodziewać po epidemii niedorozwoju emocjonalnego, braku empatii i wszechobecnej znieczulicy? mam dosyć obłudy i kłamstwa. sztucznych spojrzeń i zapewnień, że będzie dobrze. bo wiem, że nie będzie. nie wierzę, że to dzieje się na prawdę, w dodatku po raz kolejny. 


O. S. T. R. - Miłości nie ma dziś

poniedziałek, 17 października 2011

pięćdziesiąt siedem

mam dosyć. nieszczęśliwej miłości. zdrady. olewania. łez. ścisku w gardle. spuchniętych powiek. " roweru " . poczucia odrzucenia. spadku własnej wartości. niepewności. rozpaczy. strachu. lęku przed najgorszym. i wreszcie, chęci zrobienia sobie krzywdy. po prostu wypierdalam stąd, jak najdalej, najlepiej w inny, lepszy świat. inny wymiar? tam, gdzie Ciebie nie będzie. powtórzę jeszcze raz. mam dosyć negatywnych emocji i ogółem wszystkiego. a w sumie wiesz co, to Ty wypierdalaj. niszczysz mnie.

wtorek, 11 października 2011

pięćdziesiąt pięć



ciekawość, niepewność, rozłąka, rozpacz, cierpienie, troska, lęk, ból, cierpienie.. to właśnie teraz mnie dotyczy.
a Ciebie? jak zwykle ta pieprzona obojętność.

poniedziałek, 10 października 2011

pięćdziesiąt cztery

czuje się pożarta przez problemy. to wszystko przeradza się w depresję. serce boli jak skurwysyn i prosi, żeby go więcej nie ranić. a mózg? chce postąpić właściwie, skończyć z tym wszystkim, ale coś go hamuje. to omotanie. to zaślepienie Tobą. a jeżeli nie można zniszczyć tego.. trzeba zniszczyć mnie. obiecałeś zmiany, nowy początek -już nie pierwszy raz. a ja przejechałam się, też nie pierwszy. dlaczego nie może być dobrze?!
serce.. musisz dalej cierpieć, bo ja.. nie umiem się poddać, i odejść tak po prostu. chyba cierpienie to mój nałóg, a na to nie znam terapii odwykowej.

pięćdziesiąt trzy



słowa " proszę " i " przepraszam " w Twoich ustach stają się codziennością. coraz częściej jesteś pijany. spalasz coraz większe ilości papierosów. a kłamstwo, jak papierosy i alkohol staje się Twoim nałogiem, z którego nie możesz się wyrwać.a ja? ukrywam smutek w sobie, zatajam kłębami dymu nikotynowego.. staje się to moim ukojeniem. jak byłam mała zawsze bałam się cierpienia. teraz doświadczam go, i nie umiem się uwolnić. myślę, że cierpienie także jest moim nałogiem..? przyzwyczaiłeś mnie do kłamstw i oszczerstw. codzienną myślą, która mi towarzyszy staje się refleksja na temat bólu. jest źle. przeraża mnie, że przez Ciebie nie będę w stanie nikomu zaufać na ile Tobie.
jesteś moją miłością, a Twój wpływ największym wrogiem.
nie radzę sobie. brak mi dobrych emocji..

środa, 5 października 2011

pięćdziesiąt dwa




coraz bardziej zamykam się w sobie ze swoimi problemami.


Przyjaciel
21:16:32
niezwłocznie mówię iż to on zmienił się w stosunkuż do Ciebież

wtorek, 4 października 2011

pięćdziesiąt jeden





to wszystko mnie niszczy. ten świat, nie ma już barw. dla mnie życie traci sens. ale jakoś się trzymam.

pięćdziesiąt



po dłuższej przerwie powracam.
nie wiem, czy po prostu jestem tak głupia, aby wierzyć w każde twoje słowo.. czy tak mnie omotałeś? czuję się bezsilna. nie wiem co mam robić, ale każda myśl boli, coraz bardziej boli.. mam tą świadomość, ale nie potrafię się uwolnić. chore, po prostu chore. za bardzo mnie to pożera.