środa, 16 października 2013

osiemdziesiąt osiem

dzisiaj szesnasty. szesnasty dzień miesiąca. jedenaście miesięcy razem. pierwsza 'miesięcznica', którą się nie widzieliśmy. obwiniam się strasznie z tego powodu, szczególnie jak powiedziałeś, że raz nie spotykając się, potem będą same wymówki - a to, tamto. w sumie, masz rację, tak mogłoby być. ale ja lubię spędzać z Tobą szesnaste dni miesiąca najbardziej na świecie. dziś się nie spotkaliśmy, ale sądzę, że jestem w stanie się zrewanżować. nie wiem, czy jakaś inna para przywiązuje do tego tak wielką wagę, ale my jakoś szczególnie. lubię nasze tradycje, jakoś tak uśmiech pojawia mi się na twarzy, gdy przypomnę sobie ten dzień każdego miesiąca. w wakacje czułam, jakby szesnasty był każdego innego dnia. widywanie się z Tobą codziennie sprawiało mi ogromną radość. przyznam, że czasem czaiłam się w kiosku z O. i wyczekiwałam aż będziesz gnał do pracy. jak zostawiałeś mi śniadanie zawieszone na płocie, i bułki w papierze śniadaniowym w motylki, i widok zazdrosnych współpracowniczek. aż cisnęło mi się na usta 'możecie mi zazdrościć, mam najlepszego chłopaka na świecie', i ogromny uśmiech. albo gdy padał deszcz, lub tuż po ulewie, wpadłeś na chwilę, tak zupełnie przypadkiem, akurat coś robiłam na zewnątrz, a Ty zaskoczyłeś mnie za plecami, mocno obejmując, pamiętasz to? nie pamiętam żebym kiedykolwiek w życiu tak się cieszyła z puszki napoju witaminowego, naprawdę.  rozpieszczałeś mnie, nie ma co - z resztą, nadal to robisz. nie byłbyś sobą. aż mi się przypomniały, te dwie czerwone róże na zejściu.. aż sama poczerwieniałam, tak mnie zaskoczyłeś! bardzo cieszę się, że mam kogoś takiego jak Ty. mam z Tobą ogrom wspomnień, z których można by napisać niezłą książkę. po prostu - dziękuję, że jesteś

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz