sobota, 5 listopada 2011
sześćdziesiąt dwa
ogarniam w miarę. jak dobrze, że wieczorem już nie będę ogarniać. już coraz częściej się gubię w otchłani życia. trzeba sobie radzić. tylko jest jeden mały problem. średnio mi to wychodzi. kiedy już wydaje mi się, że poukładałam sobie wszystko.. znowu pojawiasz się ty i wszystko rozpierdalasz. więc nasuwa się pytanie, po co znowu wszystko uporządkowywać, skoro i tak to zniszczysz? zaczynam znajdować ukojenie w alkoholu i papierosach. jak widać prawdą jest, że single trochę więcej piją i palą. nadchodzi czas, żeby wyzbyć się wszystkiego i otworzyć się na lepszy świat. w którym nie ma Ciebie. nierealne, co?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz