poniedziałek, 16 grudnia 2013
sto jeden
czuję się tak nijak. znów wszystko rujnuję. za cztery dni nareszcie przerwa świąteczna. w sumie to na nic, bo i tak będę sama, zamknięta w tych czterech ścianach. jestem przytłoczona samą sobą. i nawet mam siebie dość. powoli odnoszę wrażenie, że nikogo nie obchodzę. wszystko co się dzieje jest takie na przymus, aż do obrzydzenia.wcale a wcale nie czuję tego świątecznego klimatu, corocznej rutyny popadania w ten 'radosny rodzinny nastrój'. cieszy mnie jedynie fakt osiemnastu wolnych dni. nie czuję, że kolejny rok zleciał, że powinnam coś zmienić z przyjściem kolejnego. w końcu od pierwszego stycznia można liczyć ten 'osiemnasty' rok życia. jeżeli ma być nadzwyczajny, to jakoś na ten moment, to się nie zanosi. jest tak monotonnie, każde popołudnie wygląda tak samo.niedługo to łóżko mnie zje. martwię się o siebie. i zaczynam za czymś tęsknić, aż sama się sobie dziwię. a dziś szesnasty dzień miesiąca, a dokładniej trzynaście miesięcy. intrygujące.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz